NASZE OPOWIEŚCI

Odarte z domysłu

Moment brzasku i stopniowego przepełniania kolorem na wodzie jest chyba jednym z najciekawszych. Przeplatające i zmieniające dosłownie z minuty na minutę barwy, refleksy i bliki są niemal hipnotyzujące. Nie raz przecież kończyły się nasze wyprawy jedynie na podziwianiu tego spektaklu i pomimo braku zdjęć, odkąd sięgam pamięcią nigdy się nie nudziłem w trakcie takich nieudanych ekspedycji. Samo podziwianie budzącego się dnia, ujawniającego z każdą chwilą otoczenia przepełniało emocjami. Właśnie ten drugi aspekt jest chyba równie ciekawy co sama plejada kolorów. Każda kolejna minuta odsłania z nocnej kotary co raz to nowe obszary, które jesteśmy w stanie sięgnąć wzrokiem, niemal jak podnoszona kurtyna urzeczywistnia kształty i nadaje im konkretne nazwy. Wszystko odzierane jest stopniowo z domysłów i przypuszczeń, a staje się prawdą.

W takich właśnie okolicznościach zauważyłem poruszenie w wodzie. Podmywane dno i niemal mielona powierzchnia rozchodziła się kołami w spokoju wczesnego brzasku. Przez czas jakiś obserwowałem z zaciekawianiem sytuację zastanawiając się nad wszystkimi wariantami, chwilę później powolnym ruchem skierowałem się w tamtym kierunku przybliżając się tylko w trakcie tego niecierpliwego buszowania. Gdy woda zastygała, ja również stawałem. Gdy dotarłem na odległość mniej więcej dwudziestu metrów, wynurzony ogon nie pozostawił wątpliwości. Od tej pory zaczęła się niezwykła zabawa z wydrą. Przez niemal trzydzieści minut podążałem jej śladem ciesząc wszystkie zmysły niezwykłym widowiskiem. Zaabsorbowana nieustannym polowaniem, zapomniała o bożym świecie zerkając tylko od czasu do czasu w moją stronę. Tymczasem słońce jeszcze poniżej horyzontu rozpaliło na łososiowy kolor cumulusa gdzieś nad naszymi głowami, kładąc na wodzie fenomenalny różowy płaszcz. Idealny moment na zdjęcia.

Wydra europejska

Otter

Lutra lutra

fot. Łukasz Boch

7 wyświetleń

Ostatnie posty

Zobacz wszystkie

Tęsknota