NASZE OPOWIEŚCI

Początek ekspedycji

Dzisiaj temat na gorąco jak to zwykli mawiać żądni sensacji dziennikarze telewizji. Przynajmniej tak było dopóki miałem telewizor i zdarzało mi się go oglądać. Tak czy owak nareszcie nadszedł długo wyczekiwany moment. Planowany wyjazd pod znakiem żurawia rozpoczęty i to nie tylko zmianą lokalizacji na najbliższe dwa tygodnie, ale rozpoczęty w sposób dosłowny. Nie mogliśmy sobie odmówić podrzucenia Wam cieplutkiego jeszcze zdjęcia z pierwszej poważnej sesji. Stąd delikatne opóźnienie z dzisiejszym postem. Co to był za poranek!? Jak przecięta nożyczkami, kotara gęstych chmur, która nie szczędziła deszczu skończyła się jakoś przed północą. Temperatura raptownie zaczęła spadać, a gdy się tak dzieje, to wynik podobnej kompilacji może być tylko jeden, przynajmniej jeśli chodzi o pogodę. Zawilgotniała wodą ziemia, lasy, łąki, nawet ogrodzenia pastwisk i drewniana zabudowa gospodarstw wiejskich, wszystko zaczęło parować i snuć delikatną mgłę. Zjawisko obłędne, zwłaszcza jak połączymy z pięknem jesieni i żurawiowej sypialni. Aby zgrać wszystkie elementy tej naszej ptasio-jesiennej wizji, niewiele nam już brakowało, poranek miał wszystko rozsądzić.

To co działo się później było mieszanką niezwykłych emocji, zwłaszcza podczas przedzierania się na stanowisko w głębokich ciemnościach spotęgowanych mgłą, a sama bliskość ptaków podniosła dodatkowo poprzeczkę. W jednym momencie wszystko stanęło pod znakiem zapytania, gdy w czasie drogi okazało się, że niewielka grupa ptaków jest najwyżej dwadzieścia pięć metrów od naszego stanowiska. Prawdziwa próba nerwów i walka z własnym zniecierpliwieniem. Długie i mozolne przesuwanie się niemal na leżąco zakończyło się ostatecznie sukcesem, ptaki się nie podniosły, a przed nami od teraz otwierały się bramy prawdziwego raju. Co działo się przez następne dwie godziny? To już chyba każdy z Was może sobie wyobrazić. Było wspaniale.

Żuraw

Crane

Grus grus

fot. Łukasz Boch

2 wyświetlenia

Ostatnie posty

Zobacz wszystkie

Doznania