NASZE OPOWIEŚCI

Smak szronu i lśnienie

Nie pamiętam momentu zasypiania, ale doskonale pamiętam moment gdy uszczypliwy mróz wybudził mnie kilka godzin przed wschodem. Spaliśmy bezpośrednio na wodzie z odkrytym frontem, a ta przy temperaturze powietrza dobrze poniżej zera parowała intensywnie. Para wdzierała się do naszych ukryć i tam osadzając zamarzała. Rozgrzany wysiłkiem, zasnąłem schowany w śpiworze jedynie do pasa. Gdy otworzyłem oczy czułem smak szronu i kąsające zimno, wszystko od środka lśniło bielą. Powietrze było ostre, ale jakże przyjemne. Zakopałem się porządnie w śpiwór pod samą brodę i gdy tylko poczułem ciepło , sen przyszedł natychmiast.

Gdy ponownie otworzyłem oczy, szarość przedświtu wypełniła przestrzeń. Niebawem wschód. Spojrzałem na zegarek, tak, przyszedł właściwy czas. Odwróciłem się na brzuch i spojrzałem przez odkryty front. Kontury starodrzewia teraz wyraźnie odcinały się na tle gęstwiny podszytu. Widziałem też wstęgę wijącej się rzeki i ta snująca się parę, coś pięknego. Gdy zza horyzontu, spomiędzy drzew wyjrzały pierwsze promienie światła, rozpaliły setki blików. Zaciekawiony zacząłem je śledzić oczami. Leżące liście w ostatnim krzyku tego, co jeszcze niedawno wyrażały swoją intensywną barwą, teraz na nowo rozjarzyły się w promieniach wschodu. Gęstwina podszytu na pobliskich brzegach ukazała się całą plejadą barw. Inne liście w desperacki sposób uczepione nagich gałęzi, tkwiły jeszcze tu i ówdzie. Nadchodził wschód, a wraz z nim pojawiła się Ona...

Spojrzałem przez wizjer. Tarcza słońca jarzyła się z wielką siłą, ten blask w połowie sceny bezlitośnie ucinał pień starej olchy. Podświetlone pajęczyny skrzyły się jak lampki, kontrastując z zimnym szronem pokrywającym gałęzie. W tej całej scenie, jakby chcąc umyślnie podkreślić swoją szczególną rolę, siedziała nieco nastroszona Ona rozpalona kontrowym światłem.

Zimorodek zwyczajny

Kingfisher

Alcedo atthis

fot. Łukasz Boch

13 wyświetleń

Ostatnie posty

Zobacz wszystkie