NASZE OPOWIEŚCI

Wrześniowe niebo

Podczas gdy wrześniowe poranki nierozerwalnie połączyliśmy z żurawiami, wieczory spędzaliśmy na poszukiwaniu z goła innych kadrów. Wrzesień to czas, gdy jeszcze mamy szansę obserwować centrum naszej galaktyki. Nisko nad horyzontem i zaledwie kilkadziesiąt minut, ale i tak każdą noc, gdy warunki na to pozwalały spędzaliśmy w terenie.

Pogoda nam sprzyjała, wiedzieliśmy też, że przez pierwszy tydzień księżyc pozwoli nam bezkarnie obserwować drogę mleczna. W ciągu sześciu dni wykonaliśmy cztery nocne sesje, czasem już delikatnie słaniając się na nogach. Biorąc pod uwagę, że codzienna pobudka o trzeciej nad ranem zrobiła z organizmami swoje, kończenie dnia o północy, dawało nam zaledwie trzy godziny snu. Przygotowania do zdjęć to wyjazdy przed wieczorem, jeszcze w trakcie dnia słonecznego. Niekończące się podróże po lokalnych wioskach, jeziorach, łąkach i lasach. Poszukiwanie optymalnego miejsca bez przeszkód w terenie, świateł, nadajników czy drutów telefonicznych. Choć na pozór wydaje się to dosyć proste, w praktyce podjęcie decyzji wcale nie jest takie oczywiste.

Czasem przejeżdżaliśmy nawet sto kilometrów kręcąc się po okolicy, po zapomnianych ścieżkach i drogach.

Gdy jednak już udało nam się znaleźć właściwe miejsce, a chłop z zaciekawieniem i bez większych problemów pozwolił nam na rozłożenie całego naszego cyrku, nadchodził moment wyciszenia. Jeszcze próbne kadry, ostatnie poprawki i upewnienie się, że wszystko jest dobrze ustawione i możemy zaczynać. Później nadchodzi moment ciszy. Aparaty leniwie klepią migawkami robiąc swoje, a my możemy rozsiąść się wygodnie na polanie i w akompaniamencie ryczących byków, totalnie urzeczeni, bezkarnie gapić się w niebo. W takich momentach, samiuśki człowiek pod sklepieniem wszechświata, w miejscu pozbawionym osad i domów, przeżywa ten spektakl w sposób niezwykły, przeżywa go w swojej samotności.

fot. Łukasz Boch

17 wyświetleń

Ostatnie posty

Zobacz wszystkie

Niezłomny