NASZE OPOWIEŚCI

Zaczarowany las

Często wpadamy w zachwyt na widok nowoodkrytej dziewiczej kniei , spowitego mrokiem boru przeszytego promieniem słońca, lub prastarych, wielkich drzew wypiętrzających się strzeliście w niebo. Tak czy siak las nas potrafi zachwycić i wyzwolić lawinę metafor i komplementów pod swoim adresem. W sposób zupełnie dla siebie normalny patrzymy wtedy szczerząc się do siebie i chłoniemy jak gąbki całe otoczenie. Teraz jednak zmienił się drobny szczegół, na pewno słowo czarodziejski, czy magiczny nabrał nowego wymiaru, bo wierzcie lub nie, byliśmy w takim miejscu.


Wszystko się zaczęło się nagle i niespodziewanie, od pozornie zwyczajnej wiadomości i propozycji. Dominika zapytała nas, czy nie chcielibyśmy sfotografować świetlików? Lubimy nowe wyzwania i nieoczywiste zagadnienia przyrodnicze, lubimy las, lubimy noc, a same świetliki, czy raczej iskrzyki choć były nam znane to fotograficznie zupełnie obce. Cóż, sami widzicie, że wszystko ułożyło się niemal z marszu i bez kombinowania. Umówiliśmy się nazajutrz późnym wieczorem. Przez kolejną dobę zgłębialiśmy temat pod względem technicznym i sprzętowym. Burza mózgów i rozmyślania do późna w nocy, przygotowania, pakowanie sprzętu i w drogę.


Tak, wiedzieliśmy, że miało być ich więcej niż normalnie się widuje. Dotychczas najwięcej widziałem ich może kilkanaście jednocześnie, sądziłem zatem, że potrafię sobie wyobrazić jak może wyglądać setka, lub dwie. Myliłem się. Gdy resztka światła spowijała wnętrze imponującego lasu, wszystko było przygotowane. Aparaty rozstawione, kadry dobrane, piloty w rękach. Trochę przed dziesiątą wieczór coś zaczęło się zmieniać. Jedne po drugim, jak miniaturowe latarnie zapalały się majaczące punkciki. Jeden, drugi, a potem trzeci i trzydziesty. Nie spostrzegłem nawet chwili, gdy przestrzeń między drzewami, leśne ścieżki, podszyt i całą resztę jak miałem wrażenie, wypełniły świetlikowe latarenki. W hipnotyzującym tańcu wybijały ciszę jaka panowała. To był prawdziwy szok, patrzyłem zafascynowany w widowisko, którego wyobraźnia mimo treningów i wszelkich starań, nie jest w stanie wykreować. Fantastyczny obraz z pogranicza mistycyzmu i baśni. To co działo się potem to niemal trans fotograficzny, czas przestał płynąć, rzeczywistość rozpłynęła się gdzieś w nicość. Byliśmy tylko my w środku rozświetlonego zielenią lasu. Dla mnie to były istne czary. Nie zapomnę tego nigdy.


Dziękujemy Ci bardzo Dominika. Dziękujemy za uchylenie rąbka tej fascynującej tajemnicy, za to, że mogliśmy to zobaczyć i poczuć, za to, że dane nam było sfotografować.

Iskrzyk

Phausis splendidula

fot. Łukasz Boch

9 wyświetleń

Ostatnie posty

Zobacz wszystkie