NASZE OPOWIEŚCI

Woda

Wspaniały wrześniowy dzień. Leżę zamaskowany na maleńkiej bagnistej wysepce pośrodku rzeki. Od kilku godzin czekam na kilka setek żurawi. Wolno mijają godziny, powoli mrok pokrywa całą dolinę, Nagle łopot skrzydeł przerywa ciszę, a klangor siadających żurawi przeszywa całe ciało. Są wszędzie! Chyba nigdy nie były w tak blisko, dwa może trzy metry. Boję się, że nawet własny oddech je spłoszy. Słychać kroki ptaków, pomruki, mlaskanie. Jest godz 21, zaczyna padać, deszcz zagłusza otoczenie dając mi wytchnienie, ale czy na pewno? Zamykam oczy i odpływam. Jest północ, budzi mnie woda, jest wszędzie, karimata, śpiwór, przemoczone ubrania wszystko pod wodą, poziom wody w rzece gwałtownie wzrasta. Jeśli wyjdę z ukrycia zakłócę ich spokój i zarazem stracę szanse na poranne kadry, jeśli zostanę ryzykuję mocne wyziębienie i zalanie sprzętu. Decyduję się zostać tak długo, ile zdołam. Godz trzecia nad ranem, poziom wody wzrósł o kolejne 15-20 cm, zaczynam się poważnie martwić o sprzęt, jeszcze parę cm zapasu. Walczę z zimnem i snem, muszę stale kontrolować poziom wody. O czwartej nad ranem przestaje padać. Woda się zatrzymuje. Godzina piąta, zaczyna się brzask, rozświetla dolinę, zgrabiałe dłonie próbują nieudolnie zmieniać nastawy i uchwycić pierwsze kadry, wszędzie dokoła klangorzące " parowce ". Jest znacznie zimniej niż zapowiadane sześć stopni. Wraz z pierwszym promieniem słońca pojawia się uśmiech. To była naprawdę ciężka noc.

Żuraw

Crane

Grus grus

fot. Łukasz Boch

2 wyświetlenia

Ostatnie posty

Zobacz wszystkie

Doznania