NASZE OPOWIEŚCI

Naprzeciw

Bieszczady tym razem okazały się prawdziwym ciągiem piętrzących się przeszkód. Przez niemal osiem dni, trafiliśmy jedynie półtorej dnia dobrej pogody, dobrej do realizacji konkretnie ustalonych celów, a i tak się okazać miało, że nie będzie nam dane wykorzystać całego okienka po naszej myśli.

Tamtego dnia wszystko wskazywało na fenomenalne warunki o zachodzie. Od wczesnych godzin porannych byliśmy w górach, przedzierając się przez lasy po znanych nam rewirach sów. Niestety kolejny dzień bez najmniejszego sukcesu. Pocieszeniem była fenomenalna aura, która napełniała optymizmem i pozwalała czerpać radość z samego faktu bycia w tym miejscu. Ostatecznie przecież mogliśmy sterczeć gdzieś w łódzkim korku. Zdecydowaliśmy kierować się na jedną z przełęczy, żeby wykorzystać zachodzące słońce do ujęć krajobrazów. Nieopodal nas była stara leśna droga idąca na wysokości prawie siedmiuset metrów nad poziomem morza.

Gdy podnosiłem drona, wiedziałem już, że to była dobra decyzja. Zimą zachody słońca są równie widowiskowe co wschody, to szczególna pod tym względem pora roku. Fantastyczne formacje chmur w malarski sposób rozciągnęły się po niebie. Promienie niskiego słońca rozpaliły oszronione świerki, jodły i buki. Widoki zapierały dech, byłem zahipnotyzowany, a tego uczucia właśnie potrzebowałem po kilku dniach zmagań i to bez jakiś rezultatów. Z drugiej strony chyba właśnie to pragnienie kadrów uśpiło moją czujność. W połowie planowych lotów latałem już przy szczytowych partiach sąsiednich gór nad samymi czubkami drzew. To jednak nie wystarczyło, odpiąłem czujniki bezpieczeństwa, żeby wlecieć pomiędzy piętrzące się pojedyncze jodły znad morza znacznie niższych buków, dron był wtedy na wysokości niemal tysiąca metrów. Cofając się do jednego ujęcia zawadziłem o inne drzewo, a maszyna utknęła na czterdziestometrowym drzewie. Nadchodził zmrok, temperatura mocno szła w dół, a to był cios, w który jeszcze przez jakiś czas nie mogliśmy uwierzyć. Następne dwa dni będziemy szukać i ściągać drona. Tak, udało się, a sytuacja bardzo wiele nas nauczyła. Osobiście spisałem drona na straty, dopiero po jednej, dłuższej rozmowie zdecydowałem się nie poddawać i jak się okazało słusznie. Dziękuję Ci za to mój głosie rozsądku ;)


fot. Łukasz Boch

5 wyświetleń

Ostatnie posty

Zobacz wszystkie

Niezwykła noc