NASZE OPOWIEŚCI

Dziura i klejnot

Z trudem otwieram zmęczone oczy, jest 1.30 w nocy. Przede mną 2h bagnistej drogi, mozolnie przedzieram się metr po metrze, nogi grzęzną w plątaninie bagiennej roślinności, która w połączeniu z cuchnącą mazią stanowi barierę nie do przebycia. Nagle spełnia się to co kiedyś musiało się stać, ostre torfowe korzenie rozdzierają mój suchy skafander, jedyną ochronę przed utratą zimna. Bagnista zimna breja wlewa się do środka, moja wściekłość nie ma granic, a to dopiero początek drogi, szybka kalkulacja następne pięć godzin bez ochrony w zimnej wodzie, czy powrót? Nie poddaje się i brnę dalej, suchy skafander wypełniony wodą i mułem spowalnia moje ruchy i tempo. W oddali słyszę pomrukiwania żurawi to mój cel, leżąc w bezruchu czekam na pierwszy promień. Nagle ostrzegawczy krzyk i cała chmara żurawi zrywa się do ucieczki, pierwsza myśl przecież nie mogły mnie widzieć, w oddali widzę światła latarki, to kłusownik. Wiedziałem, że to już jest koniec. Zniechęcony i zziębnięty wracam w długą drogę powrotną. Zmęczone ciało co jakiś czas domaga się odpoczynku, to chwile na analizę i refleksje, leżąc tak i zastanawiając się co ja tu robię, czuje czyjś wzrok - to "diamencik" na którego widok, zawsze cieszą się moje oczy. Przysiadł obok i łypie okiem, kto panoszy w jego domu, trzy sekundy wybrane z pięciu godzin, czasami tyle trwają Nasze ujęcia.

Zimorodek zwyczajny

Kingfisher

Alcedo atthis

fot. Marcin Baranowski

9 wyświetleń

Ostatnie posty

Zobacz wszystkie