NASZE OPOWIEŚCI

Duch lasu cz. 1

Wybaczcie naszą nieobecność i brak nowych opowieści. Ostatni czas poza pracą wypełnił nam gołąb. Tak, dobrze przeczytaliście - gołąb. Choć brzmi to wszystko prozaicznie i pachnie przyjemnym i łatwym fotografowaniem, może nawet nudą, gołąb ów jak się okazać miało, rzucił nam wyzwanie i to wyzwanie zupełne. Podniósł poprzeczkę do poziomu jakiego ja przynajmniej nie doświadczyłem wcześniej. Pełny wachlarz zmagań fizycznych i mentalnych, prawdziwa próba determinacji i umiejętności, wzloty, upadki, nerwy, nieopisana radość. Prawie jak w solidnym serialu. Całe przedsięwzięcie objęło nie tylko dziesiątki godzin z aparatem i lornetką, przeniosło się również w zacisze książek w poszukiwaniu wskazówek i informacji, do sieci i telefonu w rozmowach ze znajomymi przyrodnikami i leśnikami, by finalnie rozpocząć długie i fascynujące konwersacje ze znawcą gołębi i niesamowitą postacią zarazem. Jednym słowem kampania godna jakiegoś orła, lub przynajmniej puchacza, ale gołębia? Czas z tym ptakiem miał obnażyć nasze słabości, ale i dać ogrom satysfakcji pokazując, że droga, którą kroczymy jest właściwa, że praca jest nagradzana, wytrwałość jest niezwykle ważna, a rzeczy niemożliwe istnieją tylko w nas, w pętach naszych umysłów. Nie uprzedzajmy jednak faktów. Ponieważ chcielibyśmy Wam tą opowieść nakreślić nie pomijając szeregu ciekawych wątków, myślę, że podzielimy ją na kilka części.

Historia zaczyna się kilka lat temu kiedy to pierwszy raz nieco dokładniej zacząłem czytać o leśnym gołębiu. Dzikie gołębie od dawna stanowiły dla mnie atrakcyjny temat, choć nadal w większości nie zrealizowany zdjęciowo, to ciągle gdzieś tkwi w mojej głowie. Obiektywnie patrząc grzywacze, czy sierpówki to piękne i ciekawe ptaki. Niestety wszyscy gonimy za rzadkościami i "wielkimi" gatunkami, zapominając, że ogrom życia mamy przecież pod nosem. Może gdy ich zabraknie pewnego dnia, wtedy sobie o nich przypomnimy? To jawne pomijanie i spychanie ich do roli śmiecących i przeszkadzających stworzeń było dodatkową motywacją. Od dawna więc przyświecał mi zamysł, aby ukazać niezwykłość tej rodziny ptaków, oddać im należytą uwagę, poznać i opowiedzieć o nich, właściwie ukazać ich piękno.

Fakt istnienia gołębia żyjącego w lesie niesamowicie mnie zaintrygował. Gołąb zakładający gniazda w dziuplach po dzięciołach czarnych, żyjący w bukowych kniejach i sosnowych borach, cóż za niesamowita kompilacja cech. Dla mnie dodatkową wartością jest marginalne zainteresowanie tym ptakiem. Literatura jest skąpa, a zdjęcia chyba jeszcze bardziej, przynajmniej jeśli się go zestawi z innym dziuplakiem choćby takim jak dudek. Pomyślałem wtedy, że cudownie by było zarejestrować leśne życie takiego nietypowego mieszkańca, zgłębić tajemnice i sekrety. Siniak - leśny gołąb i do tego dziuplak, łączył wszystko czego mogłem sobie zamarzyć, był świetnym bohaterem do tego, aby pokazać niezwykłość gołębi. Niestety, na marzeniach się skończyło i to przez kilka kolejnych lat. Przez ten czas ani razu nie było mi dane zobaczyć tego niezwykłego ptaka.

Nadszedł tegoroczny marzec. Praca przy dzięciołach czarnych trwała w najlepsze, gdy pewnego dnia usłyszeliśmy monotonne pohukiwanie. Nic innego nie mogło wydawać takiego dźwięku. Siniaki zawitały do "naszej" buczyny. U mnie osobiście tamten moment wywołał przyśpieszone bicie serca, nieopisaną radość, a nawet przedsmak wykonywanych ujęć gdzieś w zakamarkach wyobraźni. Nie odrywając się od dzięciołów postawiliśmy na obserwacje. Spędzając sporo czasu na niewielkim obszarze grądu, nie było możliwości abyśmy nie zobaczyli przemieszczających się gołębi, a więc fotografując dzięcioły mieliśmy sprytny plan wypatrzeć siniaki. Plan wydawał się logiczny i dobry, oparty o naturalne wnioski, nie raz przecież bez większego trudu podglądałem inne, dzikie gołębie. Grzywacze, sierpówki nie robiąc sobie wiele, budowały gniazda, tokowały, czy najzwyczajniej żerowały bez specjalnego wstydu. Leśny gołąb jak na porządnego gołębia przystało, musi się przecież zachowywać podobnie? Nawet nie wiecie jak bardzo się myliłem.

Przez kolejnych kilka tygodni ku mojemu zdziwieniu nie zaobserwowaliśmy niczego, niczego co mogliśmy uznać za wartościowe, najmniejszej wskazówki, śladu, po prostu nic. Co więcej, nie zobaczyliśmy nawet porządnie samego siniaka. Nawet razu nie usiadł na gałązce, leśnym dukcie, nie wspominając już o wybieraniu dziupli. Jedynie migające sylwetki gdzieś nad nami, w samych koronach drzew, przemykające skrycie i niepostrzeżenie, nie dając pewności z czym się miało do czynienia. Czasem też odzywało się monotonne pohukiwanie, jakby na dowód, że siniaki wcale się nie wyniosły. One gdzieś tam były. Wtedy zaczęło do nas docierać, że to nie jest zwyczajny gołąb, a nawet nie jest to typowy dziuplak. Ten leśny ptak jest jak duch. Prawdziwy duch lasu.

Siniak

Stock dove

Columba oenas

fot. Łukasz Boch



12 wyświetleń

Ostatnie posty

Zobacz wszystkie