NASZE OPOWIEŚCI

Duch lasu cz. 3

"Zanim marzenie się spełni, Dusza Świata pragnie poddać próbie to wszystko, czego nauczyłeś się w drodze. Jeśli tak czyni, to nie powoduje nią złośliwość, ale chęć, byś zgłębił nauki, których doświadczasz idąc tropem marzeń. I wtedy właśnie większość ludzi wycofuje się. W języku pustyni to tak, jak umrzeć z pragnienia w chwili, gdy na widnokręgu widać już palmy oazy."


- Paulo Coelho


Las przed brzaskiem to naprawdę tajemnicze i niesamowite miejsce. Wszystko skąpane w głębokich cieniach mroku, miejscami tylko wyraźniej widać odcinające się konary i drzewa na tle jaśniejącego nieba. Przeplatające się dźwięki z pogranicza nocy i dnia, władcy tej pierwszej jeszcze nie ucichli, podczas gdy zwiastujący brzask zaczynają swoją grę. Wszystko miesza się i przeplata tworząc nastrój jedyny w swoim rodzaju i długo zapadający w pamięci. Zmysły wyostrzają się, a umysł chłonie wszystko niczym gąbka, jakby spragniony tych bliskich, ale jakże mało doświadczanych bodźców - nocnego lasu. Mimo tego wszystkiego, miejsce to przepełnione jest jakimś spokojem, bardzo lubię tu być w takich momentach, również w koronach drzew.


Byłem może na wysokości pięciu metrów, gdy nagle usłyszałem szelest, a sekundę później zobaczyłem wylatującą znad mojej głowy sylwetkę ptaka. W pierwszym momencie nie byłem pewny co właściwie widziałem. Za plecami naszej budki była dziupla. Sprawdziliśmy ją dokładnie zanim zajęliśmy drzewo, zawsze tak robimy, dokładnie sprawdzamy drzewa przed budową stanowiska. Żadnych gniazd, to najważniejsza zasada, ale to właśnie z tej dziupli wyleciał szary... gołąb? Wspiąłem się wyżej, zapaliłem czołówkę i ostrożnie zerknąłem do dziupli. Dwa gołębie jaja! Przez kilka dni nieobecności siniaki założyły gniazdo za plecami naszej budy. W tamtym momencie całkowita mieszanka radości, zdziwienia i przerażenia z milionem budzących się pytań, dosłownie zasypała mi umysł.


Ostatecznie wycofaliśmy się na kilka dni aby siniaki się uspokoiły po moim nocnym wtargnięciu. Stało się jasne, że stanowisko na dzięcioły mamy zamknięte do odwołania, czyli na kilka tygodni. Nie mogliśmy narażać gołębi. Był początek maja, dzięcioły w zasadzie przed wylotem, a my pomimo nowej, wielkiej szansy zrealizowania sesji sinikowi, byliśmy pełni wątpliwości czy podołamy. W tym właśnie momencie zaczęło się zbieranie informacji o gołębiu. To część, od której z reguły zaczynamy, w tym wypadku nie było inaczej, ale skąpość źródeł nie pchnęła nas w dalsze poszukiwania i tym samym w kluczowym momencie obserwacji ptaków, nie zdobyliśmy tak ważnych wskazówek. Dlaczego nie widzieliśmy zmian rodziców w dziupli? Okazuje się, że te zmiany są jedynie dwie na dobę, samica spędza na jajach większość czasu, samiec zmienia ją jedynie rano by się najadła i oddaje jej opiekę popołudniem. Skoro fotografowaliśmy o świcie i zachodzie, nie mogliśmy tym samym widzieć tych zmian. Kompletny obłęd. Dotarliśmy również do informacji o karmieniu potomstwa. Tutaj kolejna niespodzianka, rodzina tych ptaków - gołębi, karmi niezwykle rzadko. Jedynie od dwóch do pięciu razy na dobę. W przeciwieństwie do innych ptaków, karmiący rodzic-gołąb napycha malucha pod korek, dlatego tak sporadycznie odwiedzają dziuple. Dobre światło do zdjęć łącznie trwa około trzech godzin na dobę, licząc wschód i zachód, a ten ptak potrafi pojawiać się co cztery godziny przy potomstwie, szansa zatem na złapanie go dobrym świetle wynosi może kilka procent. Poziom trudności jaki postawił siniak był większy niż żurawie, czaple i jastrzębie razem wzięte, a fotografowanie tego ptaka miało się przede wszystkim stać walką z własnymi wątpliwościami. Przy takich zwyczajach samo siedzenie na drzewie może trwać długie godziny i absolutnie nie daje wielkich szans, że cokolwiek zobaczymy. To wszystko w połączeniu ze skrytością funkcjonowania tych duchów, ich bezszelestnym poruszaniu się w koronach, czyni je niezwykłym wyzwaniem. Zrozumieliśmy to dobrze i nie będę ukrywał, że wizja wielogodzinnych zasiadek, aby mieć szansę przez sekundę, może dwie na złapanie jednego ujęcia, nie budziła we mnie entuzjazmu.


W tym miejscu musimy ogromnie podziękować trzem niezwykłym postaciom. Dziękujemy Ewie, Rafałowi i Markowi. Za motywację, wsparcie, wiarę i wielką dawkę bezcennych informacji, trudno dzisiaj przecenić Wasz wkład, ja osobiście nawet nie śmiałbym podejmować takiej próby. Jakby się dobrze zastanowić, zrobiliście dużą część pracy w tym projekcie. Jeszcze raz ogromne dzięki, bez Was te zdjęcia by nie powstały, to również Wasza zasługa. Chwila zwątpienia minęła, to była wielka szansa, a my mentalnie przestawiliśmy się na podjęcie tego wyzwania. Przez kolejne dni przygotowywaliśmy ukrycia i plan zdjęciowy. Dzisiaj mogę powiedzieć, że to był kluczowy etap całej przygody z siniakiem. To wtedy stoczyliśmy wewnętrzną walkę z wątpliwościami, w której tak wielką rolę odegrali przyjaciele. To wtedy spędziliśmy mnóstwo czasu sprawdzając kolejne drzewa, czy będą odpowiednie do wykonania zdjęć. Były zakwasy i bóle mięśni, były nerwy i pytania po jaką cholerę? Była też radość gdy po kilkunastu próbach udało się założyć stanowisko na wybranej gałęzi. Było wzruszenie i duma gdy skończyliśmy maskować stanowisko i układać plan.


Gdy w połowie maja siniaki nareszcie się wykluły, byliśmy gotowi. W każdym aspekcie. Lepszego czasu nie będzie, a my lepiej się nie przygotujemy. Nadszedł moment aby wystawić na próbę swoją cierpliwość i wewnętrzną dyscyplinę. Bardzo łatwo jest wmówić sobie, że nie ma sensu, że i tak się nie uda, nawet gdy włożyło się ogrom pracy. Nie dopuszczaliśmy takiego wariantu do głowy, bez względu na wszystko będziemy przez kolejne dni próbować i jeszcze raz próbować. To miał być test nie tylko naszej wiedzy, przygotowań i umiejętności, ale przede wszystkim determinacji.

Siniak

Stock dove

Columba oenas

fot. Łukasz Boch

11 wyświetleń

Ostatnie posty

Zobacz wszystkie