top of page

NASZE OPOWIEŚCI

Karpackie perypetie

Dzień trzeci. Już bez budzika, oczy niemal automatycznie otwierają się przed wschodem. Śpiew ptaków budzącej się wiosny nastraja i ciągnie w góry, widok za oknem wywołuje uśmiech. Śniadanie, sprzęt, trochę czekolady i w drogę. Ciepło poranka przyjemnie pieści, jest cudownie. Ruszam przed siebie, nową trasą, prosto na samą górę piętrzącego się olbrzyma, później w dół i doliną rzeki. Niecałe dziesięć kilometrów pierwszego etapu.


Ciepło dni rozpuszcza zmarzlinę i uwalania szeleszczące potoki w każdym możliwym miejscu. Podszyt świeci się od wilgoci, nadaje pięknych, głębokich kolorów, czuć zapach starych drzew, i mokrej ziemi, czy może bardziej gliny. W tym miejscu drzewa oszałamiają potęgą. Wystrzeliwują w górę i zdają się sięgać nieba, jak kolumny w najbardziej monumentalnej katedrze. Część z tych olbrzymów leży powalona, niektóre zdołam przejść, inne są tak wielkie, że muszę spory kawałek drogi obchodzić ich gigantyczne pnie. Miejsce zapiera dech, zatrzymuję się po chwili i rozkładam sprzęt. Zastygam w ciszy napawając się otoczeniem, mógłbym tak siedzieć i patrzeć godzinami. Wystarczy chwila bezruchu, żeby życie wśród konarów i wyższych pięter ożyło. Pojawiają się dzięcioły, sikory, orzechówki. Niespodziewanie widzę, jak zza wykrotu podrywa się jastrząb ze swoją ofiarą.


To rewir innej sóweczki. Sprawdzam notatki, stwierdzona w 2020 roku. Trzy lata temu, choć jeszcze w zeszłym roku ją widziałem. Do lasu dociera mozolnie światło wschodzącego słońca. Fantastyczne kolory uwalniają pnie, leżące liście i zieleń świerków. Niekończąca się inspiracja dla fotografa, miejsce.




Sóweczka

Pygmy Owl

Glaucidium passerinum

fot. Łukasz Boch



29 wyświetleń

Ostatnie posty

Zobacz wszystkie

Postprodukcja

Comments


bottom of page